piątek, 20 listopada 2009

jak minął tydzień...



Nie...nie uciekłam z krzesłami do lasu,ale ostatnio tak piękna aura,że wyciągnęłam je z warsztatu do ogrodu moich rodziców.
Tu zdecydowanie pracuje się przyjemniej...
Czy to normalne by w listopadzie było 16 stopni?
Wracając do krzeseł...nastały się trochę,chyba od lata,bo jakoś wtedy je wyszperałam.
Dość długo szukałam odpowiednich w miarę prostych,bez detali i starych,no może nie z epoki,ale takich z przeszłością...

Przy okazji naskubałam trochę gałązek świerkowych na kolejne wianki...





Jeszcze tylko tapicerka i stanie przy sekretarzyku,który w międzyczasie przeszedł gruntowną renowację.
Pamiętacie go w kremowej olejnicy?
Mignął na fotce kilka postów temu...
Tak wygląda obecnie...





Nie zdążyłam mu nawet pstryknąć zdjęć po oczyszczeniu,chciałam go w miarę szybko pomalować i wstawić z powrotem gdyż moje starsze dziecko pozbawione zostało biurka na parę dni,a chyba trochę staromodna jestem i patrzeć nie mogłam jak walczy z lekcjami na łóżku...





Ech ...chciałabym mieć ogród.Cieszę się ,że choć czasami mogę poszaleć w ogrodzie ojca,coś dosadzić,coś przyciąć czy zwyczajnie posiedzieć czy popracować...
...taką namiastkę ogrodu próbuję stworzyć na naszym blokowym tarasie...
Wczoraj przytargałam drzwi:-)no nie fizycznie,bo tym zajął się małżonek...ja tylko powiesiłam wianki...
Drzwi...niby nic takiego,proste...z wieloma warstwami farby.
Ktoś o nie dbał bardzo skrupulatnie i obecnie są trochę mało w klimacie,ale myślę,że zima i czas nadadzą im patyny lepiej ode mnie...












Skoro już o rodzicach mowa,to wyłudziłam od ojca parę bratków...gdy zobaczyłam jak kwitną nie mogłam się powstrzymać....
Posadziłam w ramach eksperymentu...może przetrwają zimę...










I takim wiosennym akcentem kończę tego posta...
Mam nadzieję,że dotrwałyście do końca:-)
Pozdrawiam Was słonecznie....


niedziela, 15 listopada 2009

z kroplą czerwieni



Robiłam w sobotę małe porządki w kartonach z ozdobami świątecznymi (wiem...święta to jeszcze dość odległa przyszłość i sama nie wiem dlaczego w tym roku przedświąteczna gorączka ogarnia mnie tak szybko...).
I właśnie tam natknęłam się na to serducho.
Jakiś czas temu wygrzebałam na ryneczku ten słomiany wianek,pomalowałam i wrzuciłam do szuflady...nie bardzo wiedziałam co z nim zrobić.
Teraz tworzą ,tak myślę, dość zgrany duet...





Pomalowałam też kilka ''liścianych''róż,by czerwień serducha nie była taka samotna..




Kolejne ''wykopalisko'' -muchomorki jak z dziecięcej bajki...
Muszę wybrać się do lasu po mech i w końcu na grzyby,bo jeszcze tej jesieni nie miałam okazji.




Pobielone świeczniki też dostały po ''kropelce''...




Na szalu przysiadły moje ulubione ważki.




Mydełkowa róża...ma niezwykły zapach.



I giełdowe ''polowanie'' tym razem na ptaki:-)
Kanarka czy papużki niestety nie udało mi sie trafić,ale ''pływało''kilka łabędzi (dosłownie...niedzielny poranek był odrobinę mokry).



Słoneczne buziaki
 :-):-):-)
zostawiam na nadchodzący tydzień.


czwartek, 12 listopada 2009

nowy domek,śnieżynki i botaniczna zagadka









Z niedzielnej giełdy przytargałam coś jeszcze... klatkę dla ptaków.





Od dłuższego czasu marzyła mi się taka woliera na nóżkach,koniecznie biała i niekoniecznie do użycia zgodnie z przeznaczeniem(jakoś nie bardzo widziałabym w niej kanarka czy papużkę).
Odrdzewiłam,wyczyściłam(niestety podstawa połamamała się doszczętnie)i pomalowałam.Wyciągnęłam z kąta sypialni szafeczkę,przymierzyłam i chyba tak bardzo nie rzuca się w oczy ,że to nie komplet?
Ja mam kolejną cieszącą oko durnostojkę,małżonek następną zawalidrogę(trzeba uważac  by nie trącić),a dziewczynki zaczęły męczyć o papużkę...
Najbardziej szczęśliwe z nowego nabytku są chyba moje ceramiczne ptaszki,gdyż po poprzednim ''zakloszowaniu''mogą odetchnąć pełną piersią w nowym domku.
















W tak zwanym międzyczasie zrobiłam sobie serducho ''firmowe'':-)
 i kilka w klimacie świątecznym...
Tym sposobem kolejna spódnica ''poszła pod nóż'',a drukarka z uporem domaga się świeżych tonerów...














A takie owoce dostałam dzisiaj od małżonka w ramach zagadki botanicznej...są zdecydowanie niejadalne ,ale mają bardzo delikatny  zapach ziela angielskiego.
No właśnie ,czy któraś z Was wie z jakiego drzewa pochodzą?
To ma ponoć ponad 150 lat i rośnie u nas w parku...dla ułatwienia dodam,że nie jest to rodzimy gatunek. Drzewa te kwitną dopiero po 20 latach,a kwitną pięknie...



Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie :-)

poniedziałek, 9 listopada 2009

łazienkowe ściany i odrobinę wiejskie klimaty




Różowe?!
Mniej więcej taka była reakcja mojego małżonka gdy usłyszał kolor w jakim miałam zamiar pomalować ściany w łazience.
Jakiś czas wcześniej natknęłam się w kwiaciarni na różowe donice.
Motyw i kolor ,taki lekko spłowiały i wytarty bardzo mi się spodobał więc je zakupiłam.
Dopiero póżniej zrobił się mały problem,gdzie mają stanąć?
Młodsza córa nie bardzo je chciała,a w innych pomieszczeniach kompletnie mi nie pasowały,więc dopasowałam do nich górną łazienkę.






Najpierw szablon,przez który została wyciśnięta szpachlówka.
Potem kilkakrotne malowanie,wycieranie i woskowanie ,aż uzyskałam efekt i kolor zbliżony do donic.
No i mam swoje małe ''romantico''





Przygotowuję też niewielką ,tekstylną zmianę w sypialni.
Jakoś poradziłam sobie z uszyciem patchworkowej kapy do córy,więc spróbuję raz jeszcze.
Obecnie jestem na etapie doboru tkanin i  kolorystyki.
To taka pierwsza przymiarka.
Co o tym sądzicie?









Wianki w odrobinę wiejskim stylu...
A przynajmniej takie mam odczucie patrząc na nie...




I małe ceramiczne puzderko,które wczoraj przytargałam z giełdy wraz ze sporą ilością guzików z masy perłowej
(przydadzą się na serducha:-).
Zauroczyła mnie ta kaczucha i już nie mogłam jej tam zostawić...





Serdecznie pozdrawiam Wszystkich do mnie zaglądających ,cieszę się bardzo z Waszych jakże miłych komentarzy i życzę spokojnego jesiennego tygodnia.


piątek, 6 listopada 2009

róże,biel i prezent...




Zdążyłam jeszcze nazbierać trochę liści zanim spadł poniedziałkowy śnieg.Wprawdzie ''poleżał''tylko jeden dzień ,ale już we wtorek liście w parku zrobiły się niekoniecznie ciekawe i mokre brrrr....
No i ''naskręcałam''różyczek''...może jeszcze je przemaluję...
Cała dekoracja stanęła na i pod niciakiem,który  latem wypatrzyłam w swojej ulubionej graciarni.
Był w kiepskim stanie...ślady po drewnojadach,jakieś dorobione w międzyczasie wklejki i dość mocno sfatygowany machoniowy blat.
Więc go przygarnęłam...odczyściłam i pomalowałam tak jak lubię.
Może kiedyś wróci do swojej funkcji.






Kolejny wianek...tym razem len,koronki i białe róże...




Biel-niektórzy mówią,że to nie kolor,jeżeli tak to co to jest?
Ja ją uwielbiam...i wszelkie jej odcienie...



...i coś co jak ujrzałam to zamarłam...
Kafle ze starego pieca...
Przyjeżdżam rano w poniedziałek do pracy ,a tam pod biurkiem takie cuda(pokazałam je już we wcześniejszym poście,ale muszę o nich napisać).
-Podobają Ci się?-pyta Agata.
-Kochana...są cudne!-odparłam.
-Więc są Twoje...
Oniemiałam.Mam bzika na punkcie starych kafli,dekorów...Często ich ceny przekraczają niestety moje możliwości...
Wyszorowałam i poważnie zastanawiam się nad ich przemalowaniem,sama nie wiem,bo podobają mi się też takie jakie są...z resztkami oryginalnej farby.
Dziekuję Agato,jeszcze nie mogę ochłonąć.










Serdecznie pozdrawiam Was wszystkie.Dziękuję za zaufanie i udział w moim małym candy i życzę słonecznego ,spokojnego weekendu.

środa, 4 listopada 2009

candy










''Im więcej dajesz, tym bardziej rośniesz. Ale musi być ktoś, kto będzie brał. I nie jest dawaniem tracić na darmo.''
Antoine de Saint-Exupéry


Od jakiegoś czasu myślałam nad małym''candy''.
Miały być serducha,ale tyle z Was cudnie je robi,że moje wyglądają przy nich nieco ''blado'',więc będą tylko małym dodatkiem do wianka,który wczoraj skończyłam.
Jeśli komuś się podoba ,to bardzo proszę o komentarz.Jeśli macie ochotę,możecie też wkleić tę fotkę u siebie na blogu.
Losowanie 30 listopada.
Zapraszam do zabawy i pozdrawiam Was serdecznie.





poniedziałek, 2 listopada 2009

wianki ,mech i korona raz jeszcze...








W zeszłym tygodniu odwiedziłam swoją ulubioną hurtownię florystyczną w celu zakupienia zniczy i tak przy okazji wpadły mi w ręce słomiane podkłady do stroików.
Jako,że przy szyciu serduch pozostała niemała ilość resztek materiałów,postanowiłam je jakoś wykorzystać.
I tak powstały tekstylne wianki...



























Jako ,że nie jestem szczęśliwą posiadaczką własnego ogrodu,
zakupiłam w/wymienionej hurtowni  kilka ''mchowych''kul(chyba rozpracowałam jak są zrobione),które dodałam do kloszowych dekoracji.







I serducha raz jeszcze...
Motyw korony całkiem mnie opanował.










Serdecznie pozdrawiam Was wszystkie i słonecznego,spokojnego tygodnia życzę.