Mam dość tej zimowej apatii...jak mało kiedy:(
Dzisiaj zrobiłam sobie wolne...a co?praca nie zając nie ucieknie...Z kubkiem gorącej kawy ,opatulona w ciepły sweterek wyskoczyłam na tarasik...wszystko ledwo żywe...prawie jak ja:-)po kilku miesiącach zimy:(
Zahibernowane listopadawe bratki
(niestety nie dały rady,no bo kto by dał?)poszły więc na pierwszy ogień ...zastąpiły je liliowe.
Hortensje wyglądają jak suche patyki,ale nic więcej wymagać od nich o tej porze nie wypada...cieszę się ,że wogóle przeżyły:)
...najlepiej ma się świąteczny wianek...wisi sobie aurą niewzruszony...
Hiacynty także wyszły na swieże powietrze...może jeszce troszkę nacieszę nimi oczy.
...i taka mała przedświąteczna dekoracja "jajeczna":-) na szybko,bo jednak odrobinę zmarzłam:(
A w domku fiołki,albo miniaturowe bratki jak kto woli...mi osobiście zdecydowanie bardziej podobają się te maleństwa od tradycyjnych...i można je przez chwilkę przetrzymać w maleńkich doniczkach zanim posadzimy w docelowe pojemniki.
Bratkujcie dziewczyny...bo jutro wiosna!!!
Pozdrawiam Was ciepło i miłej niedzieli życzę:-)





























